wtorek, 7 stycznia 2014

W kinie zima, czyli "Królowa Śniegu"

Za oknami wciąż zimy brak, ale w kinach rządzi na całego. "Królowa Śniegu" to kolejny "mroźny" filmowy temat zaliczony przez nas ostatnio! Książkowa wersja tej bajki jest Małej doskonale znana. Czytałyśmy ją nie raz. Sama będąc dzieckiem nie bardzo przepadałam za nią, bo wydawała mi się zbyt mroczna, może z powodu ilustracji, które były w mojej książce. Ale, gdy jako dorosła osoba wróciłam do niej, zupełnie zmieniłam zdanie. Zatem jak tu nie skorzystać z kinowej propozycji, skoro Mała lubi tę opowieść, a ja ją od nowa odkryłam i polubiłam.


W wersji filmowej, która odbiega nieco od znanej nam wersji książkowej, pojawiło się kilka nowych postaci np. sympatyczna biała łasica i śmieszny troll, którzy towarzyszą Gerdzie w wyprawie na ratunek bratu, do pałacu Królowej. Są też nowe wątki, które Małą tak bardzo intrygowały, że jeszcze długo po wyjściu z kina rozmawiałyśmy o filmie. Co ważne, morał jest bardzo wyraźny i czytelny dla maluchów (czego często w bajkach brakuje). A słownictwo i żart bardziej dla dzieci niż dorosłych, co też jest rzadkością (może dlatego, że film nie jest amerykański, a rosyjski?). Wygląda na to, że bajka podobała się Małej i zrobiła na niej duże wrażenie, bo rano po przebudzeniu opowiadała, że śniła jej się Gerda.







sobota, 4 stycznia 2014

Wokół oczu

Nieprzespana noc, zbyt długie siedzenie przed komputerem, to wszystko odbija się na moich oczach, które są zmęczone i zaczerwienione, opuchnięte i podkrążone. Sińce nie są najgorsze, bo można je zatuszować. Ale z workami jest dużo gorzej. Próbowałam różnych sposobów pozbycia się ich i efekt był marny. Dopiero kiedy zaczęłam stosować INTENSYWNY KREM REDUKUJĄCY CIENIE I WORKI POD OCZAMI SPF15 OPTI-CAPILARIL (Pharmaceris) zauważyłam poprawę już po pierwszym użyciu. A wyzwanie przed kremem postawiłam duże, bo testowałam go po Sylwestrze. Cena 39,90


Z kolei na zmęczone i zaczerwienione, ale również podkrążone oczy stosuję orzeźwiające ogórkowe płatki EYEYE, które są nasączone substancjami kojącymi (świeżym ogórkiem, witaminami B5 i E, wyciągiem z ziół: z kwiatu portulaki, żeń-szenia, herbaty i rumianku, hyaluronatem - naturalną substancją odżywczą skóry) oraz anty-utleniaczami. Efekt jest dużo lepszy, gdy płatki przed użyciem włoży się do lodówki. Cena 29,99



Również rzęsy wymagają pielęgnacji, zwłaszcza kiedy są delikatne i cienkie. Moje przeszły dużo testów, ale właściwe nie znalazłam preparatu, który by je wzmocnił nie podrażniając jednocześnie oczu. Na regenerujący krem do rzęs L’biotica natknęłam się w drogerii Superpharm. Jako, że kosztował niewiele, postanowiłam go wypróbować. Okazało się, że całkiem nieźle nawilża, wzmacnia, wydłuża rzęsy. Efekt pogrubienia jest nieznaczny, ale za to zauważyłam, że zdecydowanie mniej wypadają. Poprawę zauważyłam już po około miesiącu stosowania. Co ważne, krem może być stosowany przez osoby noszące soczewki kontaktowe. Nie jest szkodliwy ani drażniący nawet dla bardzo wrażliwych oczu. Cena ok. 10 zł


I na koniec tusz. W tym przypadku też przeszłam długą drogę poszukiwań tego najlepszego. Wszystkie się kruszyły, rzęsy często były posklejane, widoczne były grudki. Jakoś nie mogłam znaleźć odpowiedniego. Dopiero tusz Clump Defy od Max Factor spełnił moje oczekiwania. Rzęsy są przedłużone i pogrubione, ale zachowują delikatność i lekkość, nie sklejają się i nie ma grudek, tusz nie osypuje się. Wystarcza mi tylko jedna warstwa. Rzęsy są ładnie podkreślone, a przy tym pozostają naturalne. Cena ok. 50 zł

środa, 1 stycznia 2014

Jak pies "bawi się" w Sylwestra

Przez wiele lat dla naszego psa (kundelka znalezionego ponad 13 lat temu) Sylwester był najgorszą nocą w roku. Tę spędził w miarę na luzie, a to tylko dlatego, że z racji podeszłego wieku niedosłyszy. Ale dopóki miał doskonały słuch, każdy Sylwester był dla niego katorgą, podobnie jak dla wielu innych psów. Najgorsza nawet burza w porównaniu tym, co się wtedy działo, była błahostką. Właściwie już wczesnym popołudniem, kiedy niecierpliwi zaczynali strzelać z petard, nie mógł sobie znaleźć miejsca w domu, dysząc i drżąc ze strachu szukał jakiejś kryjówki, w której poczułby się bezpiecznie. Wszelkie próby zagłuszenia czy przytłumienia odgłosów wystrzałów, zwłaszcza w okolicy północy, zdawały się na nic. Strach był tak wielki, że ulgi nie przynosiły nawet środki uspokajające, przepisywane przez weterynarza. Z oczami jak u baseta, na rozjeżdżających się łapach, biedaczyna próbował dostać się do wanny (właściwie nie wiem dlaczego wydawało mu się, że tam jest bezpieczniej). Nie wiedzieliśmy jak mu pomóc, byliśmy bezradni. Dopiero nad ranem, kiedy cichły huki, wyczerpany zasypiał. Ale spokój nie trwał długo, bo powtórka z rozrywki, no może z mniejszym natężeniem, zaczynała się już w Nowy Rok rano, kiedy ci, którzy nie byli zbyt skacowani zaczynali strzelać z tego, czego nie udało im się zużyć o północy. I tak przez cały dzień... W zeszłym roku widziałam pewnego tatusia, który wraz z małymi synkami przyjechał na parking obok osiedla wystrzelać niezużyte petardy. Rozumiem, że pijane wyrostki są bezmyślne. Ale odpowiedzialni tatusiowe powinni raczej pomyśleć ile krzywdy tą swoją zabawą mogą wyrządzić innym. A nie wspomnę już o tym, ile psów wystraszonych hałasem uciekło i nigdy się nie odnalazło. Nasz Nero też miał tendencję do uciekania gdzie oczy poniosą, gdy tylko go coś wystraszyło. Dlatego 31 grudnia i w Nowy Rok nadal unikałam dalekich spacerów i zawsze prowadzę go na smyczy, bo przecież musi wyjść, chociaż na krótką chwilę.
I tak się zastanawiam, czy Sylwester bez petard byłby mniej udany, czy ludzie mają tak mało wyobraźni, żeby pomyśleć o tym co dzieje się ze zwierzętami (nie tylko z psami)?